Świat brytyjskich seriali komediowych - od Johna Cleesa do Rowana Atkinsona, od Monty Pythona do Małej Brytanii, od czarno-białej taśmy do cyfrowych efektów specjalnych. Krótko mówiąc: Britcoms!
Alan Johnston banner
Kategorie: Wszystkie | Ludzie | Newsy | Ogólne | Seriale | W Polsce
RSS
czwartek, 12 lipca 2007
Britcom People: Duet z "Małej Brytanii".

Przez ostatnich kilka dni zastanawiałem się, czy powinienem osobno opisywać biografie osób ze świata britcomów na tej stronie, a osobno tworzyć hasła o nich na polskiej Wikipedii (w którą jestem dość mocno zaangażowany, w tym jako administrator), czy też lepiej stworzyć jeden tekst i umieścić link do niego. Ostatecznie uznałem, że pisanie tego samego dwa razy nie ma sensu i dlatego od dzisiaj będę tu czasem wstawiał linki do (przede wszystkim stworzonych przeze mnie) haseł o twórcach britcomów na plWiki. A ponieważ Wikipedia to wolna encyklopedia, którą każdy może edytować, zachęcam do dodawania tam wszelkich dodatkowych, mających oparcie w źródłach, informacji, jakie macie na temat tych postaci.

Na dobry początek moje dwa najnowsze hasła z tej dziedziny, dotyczące twórców "Małej Brytanii". Przypomnę, że dwoma głównymi są:
- Matt Lucas oraz
- David Walliams .

Zachęcam do lektury!

 

poniedziałek, 09 lipca 2007
Ulubione britcomy Brytyjczyków
Wiele osób interesujących się britcomami, ale nie mających na co dzień kontaktu z samą Wielką Brytanią, jej mieszkańcami i mediami, może sobie zadawać pytanie - a które pochodzące z własnego kraju seriale komediowe najbardziej cenią sami Brytyjczycy? Trudno o naprawdę miarodajną odpowiedź na to pytanie, bo w gruncie rzeczy ile ludzi, tyle gustów. Tym niemniej istnieją sposoby, aby poznać choćby w przybliżeniu zdanie brytyjskich widzów na ten temat. Jednym z nich są rozmaite plebiscyty.
 
Największe takie głosowanie w interesującej nas materii zostało zorganizowane w 2004 przez BBC pod nazwą Britain's Best Sitcom. Oczywiście jego wyniki nie są wolne od wad, z których wymienię dwie: po pierwsze, przez te trzy lata zdążyło już się jednak trochę wydarzyć, mam tu na myśli przede wszystkim ogromny sukces "Małej Brytanii", ale także chociażby zupełnie w Polsce nieznanych "Czarnych ksiąg". Po drugie, fakt organizowania wyborów przez jedną z telewizji produkujących stające do konkursy seriale, z natury rzeczy budził oskarżenia o tendencyjność, poniekąd potwierdzone faktem, że najpopularniejszy britcom spoza stajni BBC - produkowany przez Channel 4 "Ojciec Ted" - uplasował się dopiero na jedenastym miejscu.
 
Ale dość już długich wstępów - oto dziesiątka najlepszych brytyjskich sitcomów według brytyjskich widzów:
 
1. Tylko głupcy i konie
2. Czarna Żmija (sam bym na to głosował)
3. Vicar of Dibley
4. Armia tatuśków
5. Hotel Zacisze
6. Tak jest, panie ministrze
7. Porridge
8. Czynne całą dobę
9. Dobre życie
10. Jedną nogą w grobie
 
Jeśli dobrze liczę i pamiętam, w języku polskim była dotąd pokazywana równo połowa z tych seriali, zaś dwa ukazały się u nas na DVD. Czy to dużo czy mało? Oceńcie sami, ale mnie tam nigdy dość...
niedziela, 08 lipca 2007
Nowości na DVD
Jak już wspominałem w poprzednim wpisie, czerwiec przyniósł nam dwie nowe płyty DVD z britcomami, a właściwie jednym, ale jakże ukochanym przez tysiące (jeśli nie miliony) Polaków. Best Film wydał bowiem ósmą (przedostatnią) serię 'Allo 'Allo!. Zrobił to jednak w wyjątkowo niesympatyczny sposób, chcąc najwyrażniej za wszelką cenę wydoić z wiernych fanów przygód mieszkańców Nouvion jak najwięcej pieniędzy.
 
Aby zrozumieć istotę problemu, musimy odwołać się do historii samego serialu. Premierowa emisja serii 7 zakończyła się na rynku brytyjskim w marcu 1991. Na Boże Narodzenie tego samego roku przygotowano drugi już w dziejach tej produkcji świąteczny odcinek specjalny (przypomnę, że pierwszy, pochodzący z roku 1985, został u nas wydany w jednym pudełku z serią 3, która mimo tego kosztowała tyle samo, co inne wydawane mniej więcej w tym samym czasie). Ów Christmas Special wnosił do fabuły liczne istotne zmiany, wśród których najważniejszą było przeniesienie akcji do roku 1943, a więc dwa lata do przodu, a także wyrzucenie trzech istotnych postaci - kapitana Bertorellego oraz obu angielskich lotników. Ponieważ emisja serii 8 miała się zacząć już w styczniu 1992, odcinek ten był niejako jej pilotem, którego bezpośrednia kontynującją był epizod 8.1 i kolejne.
 
Gdyby jednak ktoś tego nie wiedział i naiwnie sądził, że skoro obejrzał serię 7, to teraz może sobie kupić 8 i nic nie straci, byłby w dużym błedzie. Aby bowiem zachować ciągłość fabuły, należy zakupić również wydany osobno (i to jest dla mnie właśnie skandal) odcinek specjalny (płyta nazywa się "Allo 'Allo!: Ciąża"). Jeśli ktoś jeszcze nie rozumie: Best Film chce dokładnie tyle samo pieniędzy (według cen w empik.com po 23,50 zł) za 45 minut odcinka specjalnego oraz za 210 minut całej ósmej serii. Gdzie tu logika? No chyba, że wyjątkowo zasłużona dla promocji w Polsce britcomów firma przerzuca się teraz na promocję programów typu P2P...
Same dobre wiadomości

Mam dzisiaj dwie bardzo dobre wiadomości. Po pierwsze, po ponad miesięcznej przerwie (sesja, praca i wiele, wiele innych) mam nadzieję nieco ożywić Britcom Bloga i co najmniej 2-3 w tygodniu dodawać tu coś nowego. Pierwszy merytoryczny wpis powinien się pojawić już dziś wieczorem. Tymczasem bardzo dziękuję tym blisko 160 osobom, które zdecydowały się tu zawitać w czerwcu, pomimo braku nowych wpisów.

Druga wiadomość dotyczy Alana Johnstona, porwanego 12 marca w Strefie Gazy dziennikarza BBC, o którym pisałem jakiś czas temu. Po 4 miesiącach przetrzymywania został wreszcie uwolniony - nieco chudszy, z głową pełną dramatycznych wspomnień, ale zdrów i cały. Zachęcam, by po raz ostatni kliknąć w banner (wkrótce go usunę) i przeczytać szczegółowe informacje o jego uwolnieniu.

W czasie mojej miesięcznej nieobecności na blogu ukazały się w Polsce co najmniej 2 nowe DVD z britcomami. Więcej na ten temat już dziś bardzo późnym wieczorem.

środa, 30 maja 2007
TVP cenzuruje Małą Brytanię
Jak donosi branżowy portal wirtualnemedia.pl, TVP ocenzurowała wyemitowany w ostatni piątek w Dwójce odcinek "Małej Brytanii". Jak zapewne więdzą coraz liczniejsi fani serialu, jeden z ważniejszych jego wątków rozgrywa się w pewnej walijskiej wsi, której jeden z mieszkańców określa się jako "jedyny homoseksualista we wiosce". W założeniu postać i cały wątek mają służyć wyśmianiu zarówno stosunku Brytyjczyków do gejów, jak i (a może przede wszystkim) działaczy gejowskich, wykorzystujących swoją orientację jako trampolinę do promocji własnej osoby.

W wyemitowanym w ostatni piątek odcinku w wiosce odbywa się festyn, gdzie nasz "jedyny gej" ma swoje stoisko. W pewnym momencie podchodzi do niego pastor. Nie wchodząc w dalsze szczegóły, w pociętej przez TVP wersji scenka kończy się zapewnieniem duchownego o tolerancji Kościoła. W oryginale rozmowa trwa dalej, aż do pastora dołączy... jego własny "przyjaciel".

Trudno mi w ogóle znaleźć słowa na skomentowanie czegoś takiego... W polskich, wiecznie upolitycznionych mediach publicznych widzieliśmy już właściwie wszystko, zwłaszcza w programach informacyjnych. Teraz jednak władze stacji zdają się odwoływać do "najlepszych tradycji" z poprzedniej epoki - najpierw mówiło się o cenzurowaniu opolskiego kabaretonu, a teraz przekroczono już wszelkie granice absurdu, tnąc brytyjski sitcom. Cóż, może kolejna produkcja z cyklu "angielski humor groteski" powinna rozgrywać się na korytarzach przy Woronicza?

Więcej na temat tej sprawy tutaj .
sobota, 26 maja 2007
Britcom People: Paul Eddington

Na wstępie przepraszam za ponad tydzień przerwy - nie jest łatwo godzić regularne aktualizowanie bloga z milionem innych rzeczy na głowie, chociaż staram się :)

Data urodzenia: 18 czerwca 1927
Miejsce urodzenia: Londyn
Data śmierci: 4 listopada 1995 (żył lat 68)
Miejsce śmierci: Londyn
Odznaczenia: komandor Orderu Imperium Brytyjskiego

Paul Eddington to w Polsce postać zupełnie nieznana, za to w Anglii zalicza się go do bardzo wymownej kategorii "household names" (trudno to dobrze przetłumaczyć, ale coś w rodzaju "nazwiska znane w każdym domu").

Przygodę z aktorstwem zaczynał jeszcze jako nastolatek, służąc w wojskowych trupach aktorskich, mających przynieść choć trochę rozrywki żołnierzom walczącym na frontach II wojny światowej. Musiał jednak porzucić mundur, gdy na jaw wyszło jego wyznanie - był bowiem członkiem Kościoła kwakrów, bardzo mocno akcentującego swój absolutny pacyfizm. W cywilu stał się aktorem teatru w Sheffield, a także zaczął kroczek po kroczku budować swoją pozycję w telewizji. Zaczynając od drobnych rólek, w 1975 zdołał wreszcie zagrać jednego z głównych bohaterów bardzo popularnego wówczas britcomu "Dobre życie".

Jednak prawdziwą gwiazdą brytyjskiej telewizji stał się w latach 80., występując w serialu "Tak jest, panie ministrze" , a później jegi kontynuacji "Tak jest, panie premierze" . Wspólnie z Nigelem Hawthornem stworzyli niezwykłą parę dwóch jakże różnych od siebie panów w wieku więcej niż średnim, na bardzo prestiżowych stanowiskach i z zupełnie przecistawnymi zwykle interesami. Grany przez Eddingtona Jim Hacker był w tym duecie stroną nieco bardziej prostolinijną, może nie zawsze uczciwą, ale na pewno pozbawioną niesamowitego wyrachowania, jakie widać było u jego adwersarza.

Pod koniec prac nad serialem aktor dowiedział się, że cierpni na nieuleczalną chorobą - jedną z odmian białaczki, która na domiar złego bardzo niszczy skórę, czyniąc wygląd chorego coraz bardziej szpetnym. Nie poddał się jednak, dalej grał w teatrze, a gdy nie dało się już ukrywać pod scenicznym makijażem strasznej choroby, przeniósł się do pracy w dubbingu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy życia wydał autobiografię o zaskakująco pogodnym tytule "So Far, So Good" oraz wystąpił po raz ostatni w telewizji, gdzie podczas wzruszającego wywiadu pokazał swoją potwornie zniszczoną twarz. Zmarł w wieku 68 lat.

 

Wykorzystałem materiały zebrane podczas pisania stworzonego przez mnie hasła o aktorze w polskiej Wikipedii, stąd możliwe podobieństwo obu tekstów.

22:15, britcom
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 maja 2007
Britcom People: Sir Nigel Hawthorne

Data urodzenia: 5 kwietnia 1929
Miejsce urodzenia: Coventry, Anglia
Data śmierci:
26 grudnia 2001

Wyobrażam sobie, że duża część Polaków, zwłaszcza z grupy od lat gdzieś 35 wzwyż, na hasło "dozorca w bloku" od razu ma przed oczami świętej pamięci Romana Wilhelmiego, oczywiście w roli Stanisława Anioła z "Alternatywy 4". Podobnie dzieje się z wieloma Brytyjczykami, gdy myślą o bezdusznych biurokratach - pierwszym skojarzeniem może być twarz Nigela Hawthorna w jego najbardziej znanej roli.

Hawthorne urodził się w Anglii, ale dorastał w Afryce Południowej. Powrócił do ojczyzny w latach 50., jako młodzieniec pragnący zrobić karierę aktorską. Przez wiele lat był dość wziętym aktorem teatralnym, co urozmaicał sobie występami, najczęściej dość skromnymi, w kinie i telewizji. Największy przełom w jego karierze nastąpił jednak dopiero w wieku 51 lat, gdy na ekranach widzów BBC po raz pierwszy zagościł Sir Humphrey Appleby.

Tak naprawdę żadnego z dwóch głównych bohaterów "Tak jest, panie ministrze " i"Tak jest, panie premierze " nie można nazwać pozytywnym. Mimo to wydaje mi się, że postać ministra - przy całym jego politycznym wyrachowaniu i, delikatnie mówiąc, ograniczonej błyskotliwości - była widzom dużo bliższa, bo grany przez Paula Eddingtona polityk zmagał się ze starającą się ograniczyć jego działania biurokracją oraz punktował związane z nią absurdy - jego doświadczenia były zatem bliskie temu, co wielu ludzi przechodzi w prawdziwym życiu, co najwyżej na innym szczeblu urzędniczej hierarchii. Tym czasem kreowany przez Hawthorna Sir Humphrey był bezgranicznym cynikiem, dla którego nie istaniały żadne świętości i który wszystko gotów był podporządkować interesom swoim, a w dalszej kolejności hermetycznej, urzędniczej kasty, której był wiernym i dumnym członkiem (a w drugim serialu wręcz przywódcą). Zagranie kogoś takiego z wdziękiem, zabawnie i bez przerysowywania wymagało dużej aktorskiej klasy. Hawthorne w pełni podołał temu zadaniu i choć obaj główni aktorzy serialu byli trzykrotnie nominowani do najbardziej prestiżowej brytyjskiej nagrody filmowo-telewizyjnej BAFTA, Hawthorne trzykrotnie pokonywał w finale kolegę z planu.

Z tej roli jest dziś najbardziej pamiętany, ale z punktu widzenia możliwych do zdobycia przez aktora zaszczytów, wspiął się jeszcze wyżej. W 1994 zagrał rolę tytułową w głośnym w tamtym czasie filmie "Szaleństwo króla Jerzego". Otrzymał za ten występ nominację do Oscara, jednak potem na celownik wzięły go amerykańskie media - przynajmniej tak uważał sam zainteresowany. Hawthorne - w przeciwieństwie do wielu innych celebrities z lat 80. czy 90. (chociażby Gorden Kaye czy Stephen Fry, żeby zostać przy britcomach) - nigdy specjalnie nie ukrywał swojego homoseksualizmu. Od 1979 mieszkał ze swoim partnerem, Trevorem Benthamem, zabierał go jako osobę towarzyszącą na oficjalne imprezy i bez większych oporów mówił o tym związku w wywiadach. Mimo to był zdania, że to właśnie nagłośnienie w USA jego orientacji seksualnej w czasie, gdy trwało oscarowe głosowanie, pogrzebało jego szanse na słynną statuetkę.

Na otarcie łez zostały mu zaszczyty państwowe. Już od 1987 był komandorem Orderu Imperium Brytyjskiego. Na dwa lata przed śmiercią dostąpił jednego z najwyższych wyróżnień w brytyjskim systemie honorów, a mianowicie otrzymał tytuł szlachecki. Tak oto aktor znany najbardziej z roli Sir Humphrey'a na stare lata też mógł dopisywać sobie owe trzy magiczne literki :)

wtorek, 15 maja 2007
Śmierć Grahama Chapmana
Graham Chapman prowadził zdecydowanie najweselsze życie spośród szóstki członków kultowej grupy komików znanych jako ekipa Monty Pythona lub po prostu Pythoni. Przez dużą część swojego życia był nałogowym alkoholikiem, co dziś jego koledzy bardzo otwarcie opisują w rozmaitych wspomnieniach, dodając, że niekiedy utrudniało to mocno pracę na planie. Ostatecznie zerwał z nałogiem w Boże Narodzenie 1977, a więc jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do „Żywotu Briana”, w którym tytułowa rola stała się bodaj jego najsłynniejszą. Nie zrezygnował natomiast z palenia, które towarzyszyło mu niemal do końca życia. Nie wiadomo, czy jego wyniszczający organizm tryb życia miał jakikolwiek wpływ na późniejszą chorobę, ale w każdym razie Chapman jest jedynym członkiem grupy, o którym dziś można już niestety mówić tylko w czasie przeszłym.

Wszystko zaczęło się przerażająco zwyczajnie: w listopadzie 1988 dentysta 47-letniego wówczas Chapmana podczas rutynowej wizyty zauważył na jego migdałkach dziwną narośl. Wkrótce okazało się, że jest to nieuleczalny nowotwór gardła, który potem przerzucił się też na kręgosłup. Artysta zmarł niespełna rok później, 4 października 1989. W ostatnich chwilach przy jego łóżku byli brat wraz z żoną, jego wieloletni partner życiowy (Chapman był homoseksualistą), David Sherlock, oraz dwaj koledzy z zespołu: John Cleese i Michael Palin. Ponurym zbiegiem okoliczności był fakt, że zaledwie dzień później Monty Python miał obchodzić swoje 20-lecie.

Ponieważ Chapman był ateistą, jego ciało zostało skremowane, natomiast nie odbył się żaden pogrzeb w sensie religijnym. Dopiero po ponad dwóch miesiącach jego bliscy zebrali się na uroczystości żałobnej (memorial service), której przebieg był dość niezwykły. Głównym przemawiającym był John Cleese, który zamiast wbić obecnych w pełne bólu przygnębienie, zmusił ich do serdecznego śmiechu. Największe wrażenie zrobił fragment (cytuję z pamięci): „Byłem pierwszym człowiekiem w historii brytyjskiej telewizji, który użył na antenie słowa „gówno”. Graham nie darowałby mi, gdybym nie wykorzystał tej okazji i nie został pierwszym człowiekiem w historii brytyjskich uroczystości żałobnych, który użył w mowie słowa „fuck”.

A potem na postument weszli wszyscy pozostali Pythoni, rodzina i przyjaciele zmarłego, a Eric Idle zaintonował piosenkę finałową „Żywotu Briana” (śpiewaną w chwili ukrzyżowania), „Always Look on the Bright Side of Life”, którą po chwili podchwyciła cała sala. I tak oto pełen bezgranicznego wprost optymizmu i brytyjskiego dystansu do świata żart, kończący najsłynniejszy film Chapmana, został wykorzystany także na jego własnej stypie.

Jeśli chcielibyście zobaczyć to na własne oczy, fragmenty filmu z tej uroczystości dostępne są tutaj .

Na koniec muszę jeszcze przez moment zająć się kwestią, która podobno budziła wśród najbardziej zagorzałych Pythonomanów sporo emocji – co się stało z prochami Chapmana? Konsekwentną polityką jego kolegów stało się, aby na wszelkie imprezy, gdzie proszono ich o jakikolwiek wspólny występ, zabierać także tę urnę, co symbolicznie miało wskazywać, że zespół zawsze liczył i liczy 6 członków. W 1998 podczas jednego z takich pokazów urna została „przypadkowo” potrącona, zawartość wysypała się na podłogę, a następnie została zebrana odkurzaczem…

Oczywiście to wszystko było jeszcze jednym, wielkim, makabrycznie Pythonowskim żartem. Prawdziwa urna spędziła blisko 17 lat po śmierci Chapmana w domu miłości jego życia, Davida Sherlocka. Pojawiało się wiele spekulacji na temat miejsca i czasu ich ewentualnego rozsypania. Dziś wiadomo już na pewno, że 18 czerwca 2005 Sherlock wszedł na szczyt góry Snowdon, stanowiący najwyższy punkt Anglii i Walii, i stamtąd rozsypał zawartość urny.

**

Niewielu jest ludzi, którzy swoją długoletnią pracą aktorską doszli do tytułu szlacheckiego i nominacji do Oscara, a mimo to najbardziej pamiętani są z britcomu. Niewielu, ale są tacy. W czwartek na britcom.blox.pl jeden z nich: Sir Nigel Hawthorne.
niedziela, 13 maja 2007
Tak jest, panie premierze
Tytuł oryginalny: Yes Prime Minister
Autorzy: Sir Anthony Jay & Jonathan Lynn
Lata emisji: 1986-88
Kanał: BBC Two
Serii: 2
Odcinków: 16

W ostatni czwartek Tony Blair ogłosił najpierw swojemu gabinetowi, a potem narodowi i światu, że 27 czerwca, po ponad 10 latach sprawowania realnie najważniejszego stanowiska politycznego w Wielkiej Brytanii, opuści Downing Street. Trudno o lepszą okazję do napisania paru słów o „Tak jest, panie premierze”, najważniejszym (choć nie jedynym) britcomie z szefem rządu w roli głównej.

Jakiś czas temu pisałem o serialu „Tak jest, panie ministrze”, uznawanym przez dużą część krytyki za jedno ze szczytowych britcomowych osiągnięć lat 80. Jego ostatnią serię wyemitowano w 1982, po czym nastąpiła dłuższa przerwa. Serial powrócił dopiero na Boże Narodzenie 1984, kiedy to pokazano godzinny odcinek specjalny „Party Games”, co da się tłumaczyć zarówno jako „Gry partyjne”, jak i „Gry towarzyskie”. Mówiąc w największym skrócie, w odcinku tym w wyniku rozmaitych, nie do końca etycznych, zabiegów, obaj główni bohaterowie awansują na sam szczyt – najpierw Sir Humphrey zostaje sekretarzem gabinetu, czyli szefem praktycznie całej brytyjskiej służby cywilnej, a potem minister Hacker obejmuje urząd premiera.

„Tak jest, panie premierze” to szesnastoodcinkowa kontynuacja pierwszego serialu, której akcja rozgrywa się już po tych nieoczekiwanych awansach. Zmiana położenia postaci pozwoliła autorom obśmiać te rewiry brytyjskiej polityki, w których Hacker nie mógłby się znaleźć jako szeregowy minister, zwłaszcza pracując w resorcie spraw administracyjnych. Osobiście chyba najbardziej lubię odcinek kpiący z instytucji Kościoła anglikańskiego jako wyznania tak ściśle powiązanego z państwem, że to premier decyduje o nominacjach biskupów (warto tu może dodać, że nie są to żarty z Boga, tylko bardziej z pewnych wynaturzeń w związanych z jego kultem instytucjach).

Serial spotkał się z mieszaną reakcją krytyki – z jednej strony Nigel Hawthorne po raz trzeci dostał za rolę Sir Humphrey’a bardzo prestiżową nagrodę BAFTA, ale z drugiej w recenzjach kręcono nosem, że przedstawiane sytuacje są momentami tak wykoślawione, że trudno mówić o jakimkolwiek realizmie. Ostatecznie o zakończeniu produkcji zdecydowali sami autorzy, którzy potem uzasadniali to prosto: „powiedzieliśmy już wszystko, co mieliśmy do powiedzenia”.

**
Jak być może zauważyliście, ostatnio częstotliwość nowych wpisów na britcom.blox.pl wynosi mniej więcej jeden na dwa dni i myślę, że ustabilizuje się na tym poziomie – w natłoku rozmaitych obowiązków nie zawsze jestem w stanie pisać codziennie, a poza tym wcale nie jestem pewien, czy wszyscy mają ochotę na lekturę moich dywagacji dzień w dzień. A tak co drugi dzień – to myślę będzie do przyjęcia dla obu stron...

Dlatego kolejny wpis we wtorek, zaś jego tematem będzie jedno z najbardziej niezwykłych nabożeństw żałobnych w historii Wielkiej Brytanii – to, na którym pożegnano jedynego nieżyjącego już Pythona, Grahama Chapmana. Powiem też, co tak naprawdę stało się z jego prochami, bo po Internecie krąży kilka teorii na ten temat, choć prawdę dawno już ustalono…
piątek, 11 maja 2007
ABC brytyjskiego rynku telewizyjnego, cz.2
Najważniejszym komercyjnym nadawcą telewizyjnym w Wielkiej Brytanii jest obecnie firma ITV plc, której czołowym kanałem, dostępnym cyfrowo i analogowo, jest ITV1. Warto dodać, że proces tworzenia się silnej konkurencji dla BBC był wieloetapowy i przebiegał dość nietypowo, o czym szerzej można sobie poczytać w stworzonym przeze mnie artykule na polskiej Wikipedii, a dokładnie tutaj. Najbardziej znanym w Polsce britcomem wyprodukowanym dla ITV był bez wątpienia "Jaś Fasola". Wcześniej Thames Television, jeden z regionalnych nadawców działających "na kanale 3" przed powstaniem zjednoczonego ITV (znów odsyłam do artykułu na wiki) produkował inny słynny u nas serial - "The Benny Hill Show".

Kolejna ważna stacja na brytyjskim rynku to Channel 4. Jest to niezwykle ciekawa instytucja od strony prawno-organizacyjnej, która powstała w 1982 celem przełamania duopolu BBC - ITV. Jej właścicielem jest w 100% państwo, posiada ona pewną ustawową misję, ale z drugiej strony utrzymuje się całkowicie z reklam. Jest to więc specyficzna, wyjątkowo skomercjalizowana odmiana telewizji publicznej. Channel 4 od ponad 20 lat jest ważnym graczem na rynku britcomów, zaś jego najsłynniejsze dzieła to "Father Ted", "Peep Show" czy, ostatnio, "Black Books". Problem polega na tym, że nawet najbardziej popularne na Wyspach programy tego nadawcy są kompletnie nieznane w Polsce. W przyszłości postaram się chociaż w minimalnym stopniu łatać tę dziurę na tym blogu.

Wreszcie ostatnia stacja dostępna niemal w każdym brytyjskim domu to Five (dawniej Channel 5), stanowiąca filar brytyjskiego skrzydła niemieckiej grupy medialnej Bertelsmanna. Najbardziej zauważalnym wkładem tej stacji w rynek od strony oferty programowej były niewątpliwie liczne edycje brytyjskiego "Big Brothera". Co do britcomów, odrywa raczej drugorzędną rolę, ale i tak warto o nim pamiętać.

Oprócz tego istnieje jeszcze liczne grono kanałów dostępnych w naziemnym przekazie cyfrowym, jednak oprócz wspomnianego już poprzednim razem BBC Three, nie mają one większego znaczenia z britcomowej perspektywy, ponieważ pokazują raczej powtórki niż premierowe serie.

***
Wczoraj Tony Blair ogłosił, że 27 czerwca przestanie być premierem Wielkiej Brytanii. Skłoniło mnie to, by kolejny wpis poświęcić najbardziej znanemu britcomowi na temat życia właśnie szefa brytyjskiego rządu: "Yes Prime Minister". Zapraszam już wkrótce!
 
1 , 2 , 3 , 4