Świat brytyjskich seriali komediowych - od Johna Cleesa do Rowana Atkinsona, od Monty Pythona do Małej Brytanii, od czarno-białej taśmy do cyfrowych efektów specjalnych. Krótko mówiąc: Britcoms!
Alan Johnston banner
Kategorie: Wszystkie | Ludzie | Newsy | Ogólne | Seriale | W Polsce
RSS
poniedziałek, 09 lipca 2007
Ulubione britcomy Brytyjczyków
Wiele osób interesujących się britcomami, ale nie mających na co dzień kontaktu z samą Wielką Brytanią, jej mieszkańcami i mediami, może sobie zadawać pytanie - a które pochodzące z własnego kraju seriale komediowe najbardziej cenią sami Brytyjczycy? Trudno o naprawdę miarodajną odpowiedź na to pytanie, bo w gruncie rzeczy ile ludzi, tyle gustów. Tym niemniej istnieją sposoby, aby poznać choćby w przybliżeniu zdanie brytyjskich widzów na ten temat. Jednym z nich są rozmaite plebiscyty.
 
Największe takie głosowanie w interesującej nas materii zostało zorganizowane w 2004 przez BBC pod nazwą Britain's Best Sitcom. Oczywiście jego wyniki nie są wolne od wad, z których wymienię dwie: po pierwsze, przez te trzy lata zdążyło już się jednak trochę wydarzyć, mam tu na myśli przede wszystkim ogromny sukces "Małej Brytanii", ale także chociażby zupełnie w Polsce nieznanych "Czarnych ksiąg". Po drugie, fakt organizowania wyborów przez jedną z telewizji produkujących stające do konkursy seriale, z natury rzeczy budził oskarżenia o tendencyjność, poniekąd potwierdzone faktem, że najpopularniejszy britcom spoza stajni BBC - produkowany przez Channel 4 "Ojciec Ted" - uplasował się dopiero na jedenastym miejscu.
 
Ale dość już długich wstępów - oto dziesiątka najlepszych brytyjskich sitcomów według brytyjskich widzów:
 
1. Tylko głupcy i konie
2. Czarna Żmija (sam bym na to głosował)
3. Vicar of Dibley
4. Armia tatuśków
5. Hotel Zacisze
6. Tak jest, panie ministrze
7. Porridge
8. Czynne całą dobę
9. Dobre życie
10. Jedną nogą w grobie
 
Jeśli dobrze liczę i pamiętam, w języku polskim była dotąd pokazywana równo połowa z tych seriali, zaś dwa ukazały się u nas na DVD. Czy to dużo czy mało? Oceńcie sami, ale mnie tam nigdy dość...
niedziela, 08 lipca 2007
Same dobre wiadomości

Mam dzisiaj dwie bardzo dobre wiadomości. Po pierwsze, po ponad miesięcznej przerwie (sesja, praca i wiele, wiele innych) mam nadzieję nieco ożywić Britcom Bloga i co najmniej 2-3 w tygodniu dodawać tu coś nowego. Pierwszy merytoryczny wpis powinien się pojawić już dziś wieczorem. Tymczasem bardzo dziękuję tym blisko 160 osobom, które zdecydowały się tu zawitać w czerwcu, pomimo braku nowych wpisów.

Druga wiadomość dotyczy Alana Johnstona, porwanego 12 marca w Strefie Gazy dziennikarza BBC, o którym pisałem jakiś czas temu. Po 4 miesiącach przetrzymywania został wreszcie uwolniony - nieco chudszy, z głową pełną dramatycznych wspomnień, ale zdrów i cały. Zachęcam, by po raz ostatni kliknąć w banner (wkrótce go usunę) i przeczytać szczegółowe informacje o jego uwolnieniu.

W czasie mojej miesięcznej nieobecności na blogu ukazały się w Polsce co najmniej 2 nowe DVD z britcomami. Więcej na ten temat już dziś bardzo późnym wieczorem.

piątek, 11 maja 2007
ABC brytyjskiego rynku telewizyjnego, cz.2
Najważniejszym komercyjnym nadawcą telewizyjnym w Wielkiej Brytanii jest obecnie firma ITV plc, której czołowym kanałem, dostępnym cyfrowo i analogowo, jest ITV1. Warto dodać, że proces tworzenia się silnej konkurencji dla BBC był wieloetapowy i przebiegał dość nietypowo, o czym szerzej można sobie poczytać w stworzonym przeze mnie artykule na polskiej Wikipedii, a dokładnie tutaj. Najbardziej znanym w Polsce britcomem wyprodukowanym dla ITV był bez wątpienia "Jaś Fasola". Wcześniej Thames Television, jeden z regionalnych nadawców działających "na kanale 3" przed powstaniem zjednoczonego ITV (znów odsyłam do artykułu na wiki) produkował inny słynny u nas serial - "The Benny Hill Show".

Kolejna ważna stacja na brytyjskim rynku to Channel 4. Jest to niezwykle ciekawa instytucja od strony prawno-organizacyjnej, która powstała w 1982 celem przełamania duopolu BBC - ITV. Jej właścicielem jest w 100% państwo, posiada ona pewną ustawową misję, ale z drugiej strony utrzymuje się całkowicie z reklam. Jest to więc specyficzna, wyjątkowo skomercjalizowana odmiana telewizji publicznej. Channel 4 od ponad 20 lat jest ważnym graczem na rynku britcomów, zaś jego najsłynniejsze dzieła to "Father Ted", "Peep Show" czy, ostatnio, "Black Books". Problem polega na tym, że nawet najbardziej popularne na Wyspach programy tego nadawcy są kompletnie nieznane w Polsce. W przyszłości postaram się chociaż w minimalnym stopniu łatać tę dziurę na tym blogu.

Wreszcie ostatnia stacja dostępna niemal w każdym brytyjskim domu to Five (dawniej Channel 5), stanowiąca filar brytyjskiego skrzydła niemieckiej grupy medialnej Bertelsmanna. Najbardziej zauważalnym wkładem tej stacji w rynek od strony oferty programowej były niewątpliwie liczne edycje brytyjskiego "Big Brothera". Co do britcomów, odrywa raczej drugorzędną rolę, ale i tak warto o nim pamiętać.

Oprócz tego istnieje jeszcze liczne grono kanałów dostępnych w naziemnym przekazie cyfrowym, jednak oprócz wspomnianego już poprzednim razem BBC Three, nie mają one większego znaczenia z britcomowej perspektywy, ponieważ pokazują raczej powtórki niż premierowe serie.

***
Wczoraj Tony Blair ogłosił, że 27 czerwca przestanie być premierem Wielkiej Brytanii. Skłoniło mnie to, by kolejny wpis poświęcić najbardziej znanemu britcomowi na temat życia właśnie szefa brytyjskiego rządu: "Yes Prime Minister". Zapraszam już wkrótce!
środa, 09 maja 2007
ABC brytyjskiego rynku telewizyjnego, cz. 1
Tak jak zapowiadałem, dzisiaj temat nie związany ściśle z britcomami, ale dość istotny dla osób, które interesują się tym gatunkiem czy w ogóle brytyjskimi mediami i tamtejszą kulturą popularną ciut szerzej. Chciałbym powiedzieć kilka słów o najważniejszych brytyjskich telewizjach, za których sprawą nasze britcomy powstają i wchodzą do obiegu.
 
Przede wszystkim musimy sobie uświadomić jedną bardzo ważną rzecz - w Polsce naziemne nadawanie sygnału telewizyjnego odbywa się tylko w technologii analogowej. Mówiąc prościej, widz nie posiadający kablówki ani anteny satelitarnej może w naszym kraju, w zależności od regionu, złapać przy pomocy zwykłej anteny od 2 do 7 kanałów. W Wielkiej Brytanii w zasadzie jest podobnie, liczba ta wynosi od 3 do 5 kanałów, również zależnie od miejsca zamieszkania.  Z tym tylko, że w Zjednoczonym Królestwie oprócz nadawania analogowego, istnieje też nadawanie cyfrowe. W praktyce oznacza to, że mając w miarę nowy telewizor i antenę (lub modernizując dotychczasowe, czego koszt waha się od 20 do 280 funtów, zależnie od tego jak bardzo przestarzałym sprzętem dysponujemy), widz może odbierać bez żadnych dodatkowych opłat od 40 do 50 kanałów. W grudniu 2006 z systemu tego - zwanego Freeview - korzystało ok. 26% brytyjskich gospodarstw domowych (ok. 50% miało jeszcze system podobny do polskiego, a reszta bazowała na kablu lub satelicie, czyli pośrednio również miała dostęp do kanałów z Freeview). Oczywiście zupełnie inaczej wygląda sytuacja na rynku, gdzie konkuruje 5 kanałów, a inaczej na takim, gdzie jest ich 50. Liczba użytkowników Freeview stopniowo rośnie, a wraz z tym zmienia się rynek. Są już britcomy, które popularność zdobyły właśnie na kanałach dostępnych wyłącznie cyfrowo. Flagowym przykładem jest "Mała Brytania", która zawitała do sieci analogowej dopiero przy okazji trzeciej serii.
 
"Wielką Piątkę" kanałów dostępnych w obu technologiach - analogowo i cyfrowo - a więc dostępnych właściwie dla każdego brytyjskiego posiadacza telewizora, tworzą: BBC One, BBC Two, ITV1, Channel 4 oraz Five.  Ten ostatni kanał jest dostępny analogowo tylko w niektórych regionach. Z kolei miejsce ITV1 w Szkocji zajmuje STV, a w Irlandii Północnej UTV, jednak są to mali, właściwie stricte regionalni gracze. 
 
BBC One i BBC Two to okręty flagowe telewizyjnego skrzydła BBC (jeśli ktoś jeszcze nie zna rozwinięcia skrótu: British Broadcasting Corporation, czyli Brytyjska Korporacja Nadawcza), czyli głównego publicznego nadawcy radiowotelewizyjnego. BBC One jest najstarszą regularnie nadającą stacją telewizyjną w Europie, powstałą jeszcze przed II wojną światową. Z kolei BBC Two jako pierwsze w naszej części świata zaczęło nadawać cały swój program w kolorze. Można zaryzykować stwierdzenie, że niemal wszystkie znane szerzej w Polsce britcomy miały swoją premierę na jednym z tych dwóch kanałów (wyjątki są właściwie tylko trzy: "Benny Hill Show", "Jaś Fasola" i "Mała Brytania"). W założeniu One miało być kanałem bardziej masowym, natomiast Two zaspokajać potrzeby widzów o ciut bardziej wyrafinowanych gustach. Obecnie podział ten się jednak zaciera i oba kanały uznać można za ogólnotematyczne i starające się znaleźć dla każdego coś miłego (mówiąc językiem branży medialnej: słabo spozycjonowane).  
 
Warto jeszcze dodać, że oprócz nich BBC posiada 6 kanałow dostępnych wyłącznie drogą cyfrową (czyli może je oglądać mniej więcej co drugi Brytyjczyk). Dla nas jako miłośników britcomów najważniejszy z nich to BBC Three, mający trafiać w gusta nieco młodszych (także duchem) i w pewnym sensie bardziej ambitnych widzów. To właśnie na tym kanale po raz pierwszy pojawiła się "Mała Brytania", która dopiero potem znalazła się w ramówkach One i Two. Britcomowa oferta Three jest szersza, zresztą częściowo pokazywana u nas na BBC Prime, więc zapamiętajcie tę nazwę, bo na pewno będę do niej wracał na tym blogu.
 
I tyle na dziś, a jutro pozostałe najważniejsze stacje.  
sobota, 05 maja 2007
Wyjaśnienie bannera
Pomyślałem, że część odwiedzających tę stronę osób może się troszkę dziwić, co to za dziwny banner ze zdjęciem jakiegoś łysego faceta i logo BBC znajduje się na lewym marginesie. Najprostszą metodą, by zgłębić całą tajemnicę, jest kliknięcie w ów banner, ale jeśli macie ochotę na wersję skróconą lub czytanie brytyjskich portali nie jest Waszym ulubionym zajęciem, służę szybkim wyjaśnieniem, choć jest to trochę off topic, bo z britcomami wspólnego ma tak naprawdę niewiele. 
 
Jak widać w podpisie, pan na zdjęciu nazywa się Alan Johnston. Od 1991 pracuje dla BBC, przede wszystkim jako reporter błąkający się po różnych zakątkach tzw. Trzeciego Świata. Nadawał m.in. z Afganistanu i Uzbekistanu, a od 2004 był jedynym korespondentem wielkiego zachodniego medium mieszkającym i pracującym na co dzień w Strefie Gazy, wyjątkowo gorącym miejscu w Autonomii Palestyńskiej. Jeśli oglądacie lub słuchacie w jakiejkolwiek postaci BBC News (w Polsce chyba najwięcej osób czyni to za pośrednictwem kanału telewizyjnego BBC World), możecie pamiętać jego relacje z kolejnych odsłon bliskowschodniego konfliktu. 
 
12 marca tego roku wracając z biura do domu został porwany przez bliżej niezidentyfikowanych sprawców. Obecnie mija ósmy tydzień jego niewoli, co czyni z niego najdłużej przetrzymywanego zachodniego dziennikarza w historii palestyńskich porwań. Pojawiały się już pogłoski o jego śmierci, ale władze Palestyny, Wielkiej Brytanii i BBC zgodnie twierdzą opierając się na sobie tylko znanych źródłach, że nadal żyje. W Wielkiej Brytanii i na całym świecie miały i mają miejsce różne formy wyrażenia solidarności z nim, z których na mnie największe wrażenie zrobiło niezwykłe pojednanie czterech bardzo ostro konkurujących ze sobą na co dzień sieci telewizyjnych - BBC, CNN, Al Jazeery i Sky News - które wyprodukowały wspólny program poświęcony jego porwaniu. Inną formą jest wstawianie tego bannera do blogów pisanych w różnych językach - do tej pory zrobiło to prawie 400 autorów blogów i właścicieli stron www z całego świata, w tym, jak widzicie, ja. Jeśli ktoś chce się przyłączyć, wszelkie informacje oraz fragment kodu HTML do wklejenia znajdują się tutaj
 
Obiecuję, że jutro będzie już tylko o britcomach, a konkretnie będziemy kończyć ciągnięty przez cały długi weekend temat "Allo! Allo!".  
 
 
piątek, 20 kwietnia 2007
Witam!
Witam na britcom.blox.pl, blogu o brytyjskich serialach komediowych. W miarę czasu i możliwości postaram się tu opisywać seriale i ich twórców, informować o najnowszych wydaniach płytowych i emisjach telewizyjnych w Polsce oraz przekazywać wiadomości ze świata britcomów. Jakoże jest to blog, nie roszczę sobie pretensji do obiektywizmu, fachowości lub jakichkolwiek innych cech z wyjątkiem jednej: będzie całkowicie mój (a czy to dobrze czy źle, oceńcie sami) :)