Świat brytyjskich seriali komediowych - od Johna Cleesa do Rowana Atkinsona, od Monty Pythona do Małej Brytanii, od czarno-białej taśmy do cyfrowych efektów specjalnych. Krótko mówiąc: Britcoms!
Alan Johnston banner
Kategorie: Wszystkie | Ludzie | Newsy | Ogólne | Seriale | W Polsce
RSS
niedziela, 13 maja 2007
Tak jest, panie premierze
Tytuł oryginalny: Yes Prime Minister
Autorzy: Sir Anthony Jay & Jonathan Lynn
Lata emisji: 1986-88
Kanał: BBC Two
Serii: 2
Odcinków: 16

W ostatni czwartek Tony Blair ogłosił najpierw swojemu gabinetowi, a potem narodowi i światu, że 27 czerwca, po ponad 10 latach sprawowania realnie najważniejszego stanowiska politycznego w Wielkiej Brytanii, opuści Downing Street. Trudno o lepszą okazję do napisania paru słów o „Tak jest, panie premierze”, najważniejszym (choć nie jedynym) britcomie z szefem rządu w roli głównej.

Jakiś czas temu pisałem o serialu „Tak jest, panie ministrze”, uznawanym przez dużą część krytyki za jedno ze szczytowych britcomowych osiągnięć lat 80. Jego ostatnią serię wyemitowano w 1982, po czym nastąpiła dłuższa przerwa. Serial powrócił dopiero na Boże Narodzenie 1984, kiedy to pokazano godzinny odcinek specjalny „Party Games”, co da się tłumaczyć zarówno jako „Gry partyjne”, jak i „Gry towarzyskie”. Mówiąc w największym skrócie, w odcinku tym w wyniku rozmaitych, nie do końca etycznych, zabiegów, obaj główni bohaterowie awansują na sam szczyt – najpierw Sir Humphrey zostaje sekretarzem gabinetu, czyli szefem praktycznie całej brytyjskiej służby cywilnej, a potem minister Hacker obejmuje urząd premiera.

„Tak jest, panie premierze” to szesnastoodcinkowa kontynuacja pierwszego serialu, której akcja rozgrywa się już po tych nieoczekiwanych awansach. Zmiana położenia postaci pozwoliła autorom obśmiać te rewiry brytyjskiej polityki, w których Hacker nie mógłby się znaleźć jako szeregowy minister, zwłaszcza pracując w resorcie spraw administracyjnych. Osobiście chyba najbardziej lubię odcinek kpiący z instytucji Kościoła anglikańskiego jako wyznania tak ściśle powiązanego z państwem, że to premier decyduje o nominacjach biskupów (warto tu może dodać, że nie są to żarty z Boga, tylko bardziej z pewnych wynaturzeń w związanych z jego kultem instytucjach).

Serial spotkał się z mieszaną reakcją krytyki – z jednej strony Nigel Hawthorne po raz trzeci dostał za rolę Sir Humphrey’a bardzo prestiżową nagrodę BAFTA, ale z drugiej w recenzjach kręcono nosem, że przedstawiane sytuacje są momentami tak wykoślawione, że trudno mówić o jakimkolwiek realizmie. Ostatecznie o zakończeniu produkcji zdecydowali sami autorzy, którzy potem uzasadniali to prosto: „powiedzieliśmy już wszystko, co mieliśmy do powiedzenia”.

**
Jak być może zauważyliście, ostatnio częstotliwość nowych wpisów na britcom.blox.pl wynosi mniej więcej jeden na dwa dni i myślę, że ustabilizuje się na tym poziomie – w natłoku rozmaitych obowiązków nie zawsze jestem w stanie pisać codziennie, a poza tym wcale nie jestem pewien, czy wszyscy mają ochotę na lekturę moich dywagacji dzień w dzień. A tak co drugi dzień – to myślę będzie do przyjęcia dla obu stron...

Dlatego kolejny wpis we wtorek, zaś jego tematem będzie jedno z najbardziej niezwykłych nabożeństw żałobnych w historii Wielkiej Brytanii – to, na którym pożegnano jedynego nieżyjącego już Pythona, Grahama Chapmana. Powiem też, co tak naprawdę stało się z jego prochami, bo po Internecie krąży kilka teorii na ten temat, choć prawdę dawno już ustalono…
niedziela, 29 kwietnia 2007
Tak jest, panie ministrze
Tytuł oryginalny: Yes Minister
Tytuł polski: Tak jest, panie ministrze (TVP)
Autorzy: Sir Antony Jay & Jonathan Lynn
Lata emisji: 1980 - 1984
Liczba odcinków: 21 + 1 specjalny
Liczba serii: 3
Stacja: BBC Two 
 
Jeśli interesujecie się historią najnowszą Wielkiej Brytanii, to na pewno wiecie bardzo dużo na temat Margaret Thatcher, pierwszej kobiety w historii sprawującej faktycznie najważniejszy urząd w tym kraju, czyli oczywiście premiera. Wątpię jednak, aby nawet najzagorzalsi miłośnicy jej dokonań wiedzieli, który serial telewizyjny był jej ulubionym. Otóż nazywał się "Yes Minister", a w Polsce był emitowany bodaj raz w TVP3 jako "Tak jest, panie ministrze". Żeby dodać do opowiastki o gustach pani premier ciekawą pointę: był najsłynniejszą britcomową parodią życia polityków na najwyższych szczeblach władzy.
 
W naszym kraju jest to dzieło znane bardzo słabo, co zresztą łatwo zrozumieć, ponieważ dla pełnego docenienia wszystkich jego smaczków trzeba dość dobrze znać i pojmować brytyjski system polityczny, przede wszystkim zaś zdawać sobie sprawę z ogromnej roli ustrojowej, jaką na Wyspach ma - w Polsce wciąż lekceważona i pomiatana przez kolejne partyjne republiki kolesi - służba cywilna. Założenie jest takie: pochodzący z wyborów politycy wyznaczają ogólne cele aparatu państwowego, podejmują najważniejsze decyzje i odpowiadają za nie przed swoim elektoratem. Ale w żadnym razie ani oni ani ich partyjna klientela nie zajmują się realizacją tych decyzji - od tego mają profesjonalistów, praktycznie nieusuwalnych urzędników ze służby cywilnej. W Polsce taki stan rzeczy brzmi w tej chwili jak piękne, ale nieco nierealne marzenie. W Anglii jest na odwrót - służba cywilna jest czymś tak potężnym, że jak równy z równym toczy z klasą polityczną walkę o to, kto skupi w swoim ręku więcej władzy. I właśnie ta walka jest centralną osią fabuły "Tak jest, panie ministrze", przy okazji obśmiewającego także praktycznie wszystkie inne aspekty życia politycznego.
 
Polityków w tym wiecznym sporze reprezentuje Jim Hacker, który w pierwszym odcinku zostaje ministrem spraw administracyjnych. Ma głowę pełną pięknych ideałów, ale tak naprawdę liczy się dla niego wyłącznie jego własna popularność w mediach, mająca być gwarancją długiej kariery na szczytach władzy. Doraźnie stara się też nie podpaść za bardzo premierowi, bo nigdy nie zna się dnia ani godziny swojej dymisji. Szefem służby cywilnej w jego resorcie (tzw. stałym podsekretarzem) jest Sir Humphrey Appleby, którego postać do dziś służy Anglikom za ucieleśnienie stereotypowego biurokraty. Stara się manipulować ministrem, korzystając ze swego znacznie lepszego wykształcenia i większego doświadczenia w pracy ministerialnej. Robi wszystko, by służba nie straciła choćby jednego etatu oraz by to ona, a nie politycy, faktycznie decydowała o wszystkim, do dla kraju najważniejsze. Między tymi dwoma skrajnościami sytuuje się Bernard, osobisty sekretarz ministra, który z jednej strony sam jest członkiem służby cywilnej i boi się narazić Sir Humphrey'owi, ale z drugiej strony próbuje być lojalny wobec Hackera, a czasem zwyczajnie nie może scierpieć bezsensów, w które Humphrey dla bardzo partykularnych interesów wmanewrowuje ministra.
 
Ogromną siłą serialu jest gra dwóch wielkich, nieżyjących już niestety aktorów: Paula Eddingtona jako ministra oraz Nigela Hawthorna w roli Sir Humphrey'a (za którą trzykrotnie otrzymywał nagrodę BAFTA). Dzięki ich koncertowym występom ciągłe potyczki dwóch wiecznych adwersarzy nie przestają bawić i wzbudzać zainteresowania.
 
Autorami emitowanego w latach 1980-84 serialu byli Antony Jay i Jonathan Lynn, którzy przez wiele lat utrzymywali, że wszystko co napisali było wytworem tylko ich własnej wyobraźni i zmysłu obserwacji. Dopiero przy okazji obchodów 25-lecia pierwszej emisji przyznali, że korzystali z trzech bardzo ważnych źródeł ze świata prawdziwej polityki. Pierwszym były dzienniki prominentnego polityka i ministra z lat 60., Richarda Crossmana. Drugim przekazywane autorom w tajemnicy wspomnienia Marcii Williams (obecnie członkini Izby Lordów jako baronowa Falkender), osobistego sekretarza premiera Harolda Wilsona. Trzecim relacje doradcy bezpośredniego poprzednika pani Thacher, premiera Jamesa Callaghana, nazwiskiem Bernard Donoughue.
 
W 1984 Margaret Thatcher oddała swojej ulubionej produkcji szczególny rodzaj hołdu: podczas jednego z oficjalnych przyjęć, wystąpiła z aktorami serialu w krótkim skeczu, sama grając rolę... oczywiście premiera.
 
***
A jutro zaczynamy cykl Majówka w Nouvion: przez siedem kolejnych dni długiego weekendu opowiem o głownych aktorach "Allo! Allo!". Na dobry początek: Rene i Edith, czyli Gorden Kaye i Carmen Silvera.
czwartek, 26 kwietnia 2007
DVD: Liga Dżentelmenów

Tytuł oryginalny: The League of Gentlemen
Tytuł polski: Liga Dżentelmenów (DVD), Pcim Dolny (BBC Prime)
Autorzy: Jeremy Dyson, Mark Gatiss, Steve Pemberton, Reece Shearsmith
Odcinków: 18 + 1 specjalny
Serii: 3
Emisja: 1999-2002
Stacja: BBC Two

W wielu opracowaniach na temat britcomowej historii można spotkać się z opinią, że o ile lata 80. były właściwie złotym wiekiem tego rodzaju twórczości, o tyle kolejna dekada upłynęła pod znakiem pewnej stagnacji (chociaż osobiście uważam tę opinię za nieco zbyt generalizującą). Dopiero nastanie XXI wieku przyniosło świeży powiew, który wniósł do gatunku nową jakość albo przynajmniej nawiązał do najlepszych tradycji. Nie ma wątpliwości, że okrętem flagowym floty odnowicieli była "Mała Brytania", ale lista godnych uwagi produkcji z ostatnich lat w żadnym razie nie kończy się na tym tytule. Jedną z ciekawszych i, co ważne, w dużej mierze już dostępną w Polsce na DVD, jest "Liga dżentelmenów".

Dżentelmenów (w angielskiej pisowni to słowo wygląda dużo ładniej...) jest czterech, a są nimi Jeremy Dyson, Mark Gatiss, Steve Pemberton i Reece Shearsmith. Pierwszy z nich jest tylko scenarzystą, pozostali także piszą, ale oprócz tego stanowią główną obsadę serialu. Panowie występują razem od 1994, początkowo jako sceniczna grupa kabaretowa. Nazwę zapożyczyli z tytułu angielskiego filmu kryminalnego z 1959 r. W 1997 zawitali do BBC Radio 4, gdzie zaprezentowali bardzo dobrze przyjętą przez publiczność i krytykę serię słuchowisk "W miasteczku z Ligą Dżentelmenów". Dwa lata później w BBC Two zadebiutował ich serial telewizyjny, który doczekał się później drugiej (2000) i trzeciej serii (2002). Dwie pierwsze z nich można obecnie kupić w Polsce na płytach DVD opublikowanych przez czołowego w tej chwili wydawcę britcomów w naszym kraju, czyli Best Film. Poza tym brytyjskim zwyczajem zrealizowano świąteczny odcinek specjalny (2000), a także - co nie jest takie częste - oparty na serialu film kinowy pt. "Apokalipsa według Ligi Dżentelmenów" (2005). I jeszcze wyjaśnienie terminologiczne: serial był pokazywany w BBC Prime z polskimi napisami, tyle że widniał w ramówce jako "Pcim Dolny". Na DVD powrócono do literalnego tłumaczenia tytułu oryginalnego (The League of Gentlemen) i bardzo dobrze.

Przechodząc do samej fabuły, jest to z pewnością jeden z najbardziej przesyconych czarnym jak smoła humorem britcomów. Próżno szukać tu subtelności: dowcipy są z grubej rury, często z seksualnymi odniesieniami, a jeszcze częściej ze sporą dozą prawdziwej makabry. Co gorsza, przynajmniej dla wielu bardziej wrażliwych widzów, retoryka bliska kinu grozy przejawia się nie tylko w słowach bohaterów, ale też w wielu widocznych na ekranie obrazach. Tak więc jeśli na myśl o zakrawionych twarzach lub zwierzętach ginących w różnych okropnych sytuacjach dostajecie mdłości albo nie możecie zasnąć, lepiej włączyć coś innego.

Ale "Liga Dżentelmenów" to nie parodia horrorów a la "Straszne filmy". Pomijając tą całą śmieszno-straszną dekorację, serial pełen jest autentycznie bardzo zabawnych skeczy i postaci, które, choć niemal wszystkie są co najmniej dziwaczne (a może właśnie przez to) zapadają w pamięć na długo. Rzecz dzieje się w miejscowości Royston Vasey, będącej karykaturą prowincjonalnej mieściny w północnej (sądząc po akcencie mieszkańców) Anglii. Jego mieszkańców trudno uznać za normalnych: mamy tam m.in. kazirodczą parę właścicieli MIEJSCOWEGO (to słowo jest niezwykle ważne, ale nie chcę nikomu odbierać radochy) sklepu, w wolnych chwilach mordujących intruzów, taksówkarza - transeksualistę, weterynarza uśmiercającego większość pacjentów, pośredniczkę pracy zakochaną w swoich pisakach czy też pedantycznego hodowcę ropuch (nie wymieniłem nawet połowy). W pierwszej i drugiej serii każdy z odcinków to zbiór bardzo luźno ze sobą powiązanych skeczy z udziałem postaci z tej galerii osobliwości. Skeczy, co warto dodać, pełnych absurdalnego humoru według najlepszych brytyjskich wzorców. Seria trzecia - dotychczas dostępna w Polsce tylko na antenie BBC Prime - to już zupełnie inny model konstrukcyjny, w którym każdy odcinek ma swojego wyraźnie wiodącego bohatera, a elementem spinającym całość jest ostatnia scena, która w kolejnych odcinkach odsłania nam się z coraz większymi szczegółami, niczym układanka z puzzli. Śmiem także twierdzić, że w ostatniej serii podjęto próbę nakręcenia "ambitnego" (jeśli jest coś takiego) britcoma, to znaczy nie tylko zabawnego, ale też skłaniającego do pewnych poważniejszych przemyśleń.

Ostatnim elementem, o którym nie można nie wspomnieć, jest muzyka. Już sam temat (czyli to co leci podczas czołówki, a w tym przypadku także jako tło do menu na DVD) jest moim zdaniem niezwykle ciekawy, a w serii 3 znajdziemy również kilka dodatkowych, zajmujących utworów tego samego kompozytora nazwiskiem Joby Talbot.

Reasumując, nie jest to rzecz dla każdego, wielu ludzi może to odrzucać, ale mnie się podobało.

***

Jutro: legenda brytyjskiej komedii, autor 11 (!) britcomów - w cyklu Britcom People: pan David Croft!

wtorek, 24 kwietnia 2007
Britcomy Atkinsona: Cienka niebieska linia

Tytuł oryginalny: The Thin Blue Line
Tytuł polski: Cienka niebieska linia
Autor: Ben Elton
Odcinków: 14
Serii: 2
Emisja: 1995-96
Stacja: BBC Two

To całkiem przyzwoity serial, tyle że spóźniony o jakieś 20 lat - pisali z przekąsem brytyjscy krytycy. Rzeczywiście, "Cienka niebieska linia" to komedia sytuacyjna oparta na poczuciu humoru bliskim temu, co królowało w świecie britcomów w latach 70, zresztą sam autor - Ben Elton - nie ukrywał fascynacji "Armią tatuśka". Nie oznacza to, że jest zupełnie nieśmieszna - przeciwnie. Tyle tylko, że na tle innych seriali z drugiej połowy lat 90., jej formuła i styl wydają się nieco archaiczne. A może tak właśnie miało być, bo i główny bohater jest człowiekiem trochę z poprzedniej epoki...

Serial jest w Polsce dość dobrze znany, całkiem niedawno gościł na antenie Polsatu, ukazał się też na DVD, dlatego tylko bardzo ogólnie zarysuję fabułę. Rzecz dzieje się na prowincjonalnej komedzie policji. gdzie obok siebie i w pewnym antagonizmie pracują funkjonariusze mundurowi oraz ich noszący na co dzień cywilne ciuchy koledzy. Ci ostatni starają się na każdym kroku akcentować swoją wyższość, szczególnie celuje w tym ich szef, inspektor Grim (David Haig). Mundurowymi dowodzi inspektor Fowler, centralna postać całej opowieści, grana - jak nietrudno zgadnąć - przez główną gwiazdę serialu, Rowana Atkinsona. Fowler, choć w średnim wieku, pielęgnuje bardzo staroświecką wizję etosu policjanta, także w życiu prywatnym jest raczej tradycjonalistą i nudziarzem, co rodzi wiele zabawnych sytuacji.

Inne najważniejsze postacie to przede wszystkim podlegi Fowlerowi funkcjonariusze: młody i niegrzeszący inteligencją posterunkowy Goody (James Dreyfus), będąca obiektem jego westchnień posterunkowa Habib (Mira Anwar, która jest jedną z pierwszych w britcomowej historii kobiet pochodzenia azjatyckiego występujących w tak eksponowanej roli), doświadczony posterunkowy Gladstone (Rudolph Walker) i sierżant Dawkins (Serena Evans), prywatnie narzeczona Fowlera.

"Cienka niebieska linia" miała w Wielkiej Brytanii całkiem przyzwoite wyniki oglądalności, choć prasa zarzucała jej, oprócz wspomnianych już wad, liczne niekonsekwencje scenariuszowe. Ostatecznie serial zamknięto po dwóch siedmioodcinkowych seriach, a więc stosunkowo szybko. Osobiście odnoszę się do tej produkcji z sympatią, ale bez nadmiernego zachwytu. Ot, britcomowa klasa średnia.

Na tym kończymy cykl "Britcomy Atkinsona", bowiem od 11 lat pan Rowan A. nie wystąpił w żadnym nowym serialu. Jutro pierwszy artykuł w ramach stałego kącika na tym blogu, a mianowicie "Britcom People". Na dobry początek... Rowan Atkinson, jako swoiste uzupełnienie ostatnich czterech dni, ale tym razem skupimy się na jego życiu pozaserialowym. Zapraszam!

poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Britcomy Atkinsona: Jaś Fasola

Tytuł oryginalny: Mr. Bean
Tytuł polski: Jaś Fasola
Autorzy: Rowan Atkinson, Robin Driscoll, Richard Curtis, Ben Elton
Emisja: 1990-1995
Odcinków: 14
Stacja: ITV

Rola Jasia Fasoli dała Rowanowi Atkinsonowi pozycję, międzynarodową rozpoznawalność i zasobność finansową na skalę, o jakiej 99% britcomowego światka może tylko pomarzyć. Z drugiej strony dla bardzo wielu ludzi jest to jego jedyna znana im rola, co powoduje, że ten znakomity aktor kojarzy im się tylko z zestawem głupich min. Nie ma chyba sensu opisywać fabuły i bohatera, którego każdy widział lub przynajmniej bardzo wiele o nim słyszał. Dlatego skupię się dzisiaj na bardziej technicznych aspektach tej produkcji oraz przedstawię króciutko moją opinię na ten temat.

Formalnie rzecz biorąc, "Jaś Fasola" nigdy nie był serialem. Nie miał regularnej pory emisji, nie istnieje podział na serie ani nawet oficjalna numeracja odcinków, do których określania używano raczej ich tytułów. Był to luźny zbiór półgodzinnych filmów telewizyjnych, emitowanych 2-3 razy do roku w latach 1990-95 na antenie telewizji ITV (jest to jedyny z czterech britcomów Atkinsona tworzony poza BBC). Tym, co uderza mnie najbardziej, jest ich liczba - zaledwie 14! Podobnie jak w przypadku chociażby "Hotelu Zacisze", niewielka ilość odsłon nie przeszkodziła serii w uzyskaniu bardzo trwałego miejsca w brytyjskiej, a w pewnym stopniu też światowej, kulturze popularnej. Do tego doszło jeszcze ok. 10 krótszych fragmentów, wyprodukowanych na potrzeby akcji charytatywnych organizacji Comic Relief (mam wielką ochotę napisać wkrótce osobny wpis o tym bardzo ciekawym przedsięwzięciu) lub dołączonych jako dodatki do wydań na VHS i DVD. No i oczywiście dwa nieco późniejsze filmy kinowe, w Polsce znane pod tytułami "Jaś Fasola - nadciąga totalny kataklizm" i "Wakacje Jasia Fasoli".

Wracając do wersji telewizyjnej, Atkinson był nie tylko odtwórcą głównej roli, lecz także - co chyba dość łatwo zrozumieć - wiodącym scenarzystą. Najważniejszą ze wspierających go w pisaniu osób był Robin Driscoll, przy niektórych odcinkach pracowali także autorzy "Czarnej Żmii": Richard Curtis i Ben Elton. Muzykę napisał Howard Goodall (również "Czarna Żmija", ale także m.in. "Czerwony karzeł" i "Cienka niebieska linia"), wykorzystując swoje doświadczenie kompozytora muzyki klasycznej, dzięki czemu na początku każdego odcinka słyszymy śpiewający pięknie po łacinie chór.

Jak mówił w wielu wywiadach Atkinson, już od czasów studenckich, gdy występował jako komik estradowy, bardzo pociągała go tzw. physical comedy, a więc rozśmieszanie ludzi ciałem i mimiką. Ciągoty te widać w jego wczesnych serialach, ale dopiero postać Jasia Fasoli pozwoliła mu niejako "iść na całość", przy okazji zrywając z dotychczasowym, ukształtowanym przede wszystkim przez snobowatego Czarną Żmiję, wizerunkiem. Podziwiam go za otwartość, zaangażowanie i brak kompleksów, z jakimi robi z siebie na ekranie ostatnią łamagę. Z drugiej strony nie ukrywam, że drażnią mnie komedie opierające cały swój humor tylko na gafach bohatera. Nie lubię się śmiać na zasadzie "O rany, co za idiota, ale się wygłupił, nikt normalny by tak nie zrobił". Jest kilka niezwykle ważnych dla historii brytyjskiej komedii seriali, które korzystają głównie z tego patentu. Doceniam ich znaczenie, szanuję ich miłośników, często wręcz - jak tutaj - jestem pod wrażeniem pracy aktorów. Ale to nie jest moja estetyka i moja wizja tego, na czym polega brytyjskie poczucie humoru, o ile coś takiego istnieje.

Jutro ostatni jak dotąd britcom Atkinsona, gdzie znów dużo mówił, a na dodatek nosił mundur - "Cienka niebieska linia".

PS. Oczywiście Jaś Fasola jest Jasiem tylko w polskim tłumaczeniu, gdzie ze względu na pewną tradycję kulturową czy językową tak własnie przełożono oryginalne "Mr. Bean". Tymczasem w "Wakacjach..." w jednym z ujęć możemy przez moment oglądać paszport bohatera, w którym jako imię wpisano... Rowan :)

niedziela, 22 kwietnia 2007
Britcomy Atkinsona: Czarna Żmija
Tytuł oryginalny: Blackadder
Tytuł polski: Czarna Żmija
Autorzy: Richard Curtis, Ben Elton (tylko serie 2-4), Rowan Atkinson (tylko seria 1)
Emisja: 1983-89
Odcinków: 24 + dwa specjalne + Comic Relief
Serii: 4
Stacja: BBC One
 
Kiedy tworzono projekt Millenium Dome, czyli hucznego powitania roku 2000 w specjalnie do tego celu wybudowanej, supernowoczesnej hali widowiskowej w Londynie, do długiej listy atrakcji postanowiono włączyć niezwykły seans. Po 11 latach od zamknięcia serialu, w 35-minutowym milenijnym odcinku specjalnym powrócili bohaterowie „Czarnej Żmii”. Trudno było o lepszy wybór spośród kilkuset wyprodukowanych dotąd britcomów – żaden z nich nie zdołał bowiem w tak fenomenalnie zabawny, przesycony iście brytyjskim poczuciem humoru, ale jednocześnie nie pozbawiony refleksji sposób, ukazać kilku najważniejszych momentów z ostatnich kilkuset lat historii Anglii.

A początki nie były zachęcające. Pierwsza seria „Czarnej Żmii” (1983) została napisana przez Richarda Curtisa i Rowana Atkinsona, który zagrał też główną rolę. Serial miał być w założeniu parodią klasyki brytyjskiej literatury, na czele z samym Szekspirem, którego zresztą obficie cytowano. Oto dwór królewski w średniowiecznej Anglii. Król to uosobienie epoki – prymitywny i brutalny. Jego starszy syn – roztropny i oddany ojcu – jest godnym następcą tronu. Za to młodszy – książę Edmund (znany też jako Czarna Żmija)… zakała rodziny! Głupi jak but, sypiający z owcą, za to pazerny na władzę i wpływy. Atkinson grał tę postać bardzo nienaturalnym, piskliwym głosem i generalnie starał się wykreować kompletne zero, które całkiem przypadkiem jest trzecią osobą w państwie. Całość kręcono w dużej mierze w plenerach, co bardzo podnosiło koszty. Efekt był jednak mizerny – serial był umiarkowanie śmieszny, a główny bohater bardziej żałosny niż zabawny.

W większości przypadków po takim niepowodzeniu cała rzecz pewnie by się zakończyła, ale BBC po 2,5 roku dało „Czarnej Żmii” jeszcze jedną szansę. Okrojono wprawdzie budżet, zmuszając autorów do kręcenia wyłącznie w studiu, ale wyszło to im tylko na dobre. Atkinson zrezygnował z pisania, skupiając się na grze aktorskiej, a miejsce u boku Curtisa oddając młodemu komikowi, Benowi Eltonowi. Gruntownie przemodelowano także strukturę postaci – Czarna Żmija stał się cynicznym intelektualistą, wspieranym przez dwóch głupków (o ile w pierwszej serii grany przez Tony’ego Robinsona Baldrick wydawał się dużo mądrzejszy od swojego pana, potem układ odwrócił się o 180 stopni, podobnie z Percy’m w wykonaniu Tima McInnerny’ego). W tej serii główny bohater był dworzaninem Elżbiety I, a jak wiadomo było to ryzykowne zajęcie, gdyż kapryśna królowa w każdej chwili gotowa była ściąć głowę nawet swym faworytom. Do zespołu aktorskiego dołączyli Miranda Richardson (królowa), Stephen Fry (Lord Melchett) i Patsy Byrne (niania). I tym razem był to strzał w dziesiątkę – gotowy serial okazał się jednym z największych britcomowych osiągnięć lat 80. Seria 2 dla wielu (w tym dla mnie) jest najlepszą ze wszystkich, a jej sukces dał serialowi kolejne sezony życia.

Seria 3 (1987) to czasy oświecenia, a w obsadzie oprócz nierozłącznych Atkinsona i Robinsona, Helen Atkinson-Wood (zbieżność nazwisk przypadkowa) i znakomity Hugh Laurie, a ponadto w epizodach aktorzy znani z serii 2 oraz tak ważne postacie świata britcomów jak Chris Barrie czy Kenneth Connor. Wreszcie w serii 4 (1989), rozgrywającej się w okopach I wojny światowej, nareszcie na planie spotkali się wszyscy najlepsi aktorzy z całego serialu, co dało trzy godziny znakomitej rozrywki. Co ciekawe, ostatnie 5 minut tej serii to już nie komedia, a poruszający, antywojenny moralitet, zasłużenie zwycięski w plebiscycie na najlepsze zakończenie britcomu.

Tyle wiedzą wszyscy, którzy nabyli całą wydaną przez firmę Kino Świat kolekcję Czarnej Żmii na DVD. Nie wiedzą pewnie o trzech odcinkach specjalnych, z których na pewno warto polecić „Opowieść wigilijną Czarnej Żmii” z udziałem Robbie’ego Coltrane’a (jeśli nie kojarzycie nazwiska: Hagrid z filmów o Potterze), no i oczywiście odcinek milenijny. Ten ostatni właściwie co roku przypomina w okolicach Nowego Roku (często wręcz w noc sylwestrową) BBC Prime, więc już za 8 miesięcy będzie można przekonać się samemu :)

Nie będę ukrywał, co oczywiście było widać w tym tekście, że „Czarna Żmija” to jeden z moich najukochańszych britcomów, a na pewno ulubiona rola Rowana Atkinsona. Polecam bardzo i podpisuję to obiema rękami (żałując trochę, że nie jestem stonogą, bo setką kończyn też bym podpisał :)
A jutro: szarganie świętości, czyli co myślę o "Jasiu Fasoli"...
sobota, 21 kwietnia 2007
Britcomy Atkinsona: To nie są wiadomości o dziewiątej

Tytuł oryginalny: Not The Nine O'Clock News
Tytuł polski: To nie są wiadomości o dziewiątej (tłumaczenie własne)
Autorzy: m.in. Rowan Atkinson, Mel Smith, Richard Curtis, Griff Rhys Jones, Howard Goodall
Emisja: 1979-1982
Odcinków: 27
Serii: 4
Stacja: BBC Two

Od wczoraj w polskich kinach można oglądać "Wakacje Jasia Fasoli", film, który według zapewnień samego artysty ma stanowić pożegnanie Rowana Atkinsona z jego najbardziej znaną w Polsce rolą. Postanowiłem wykorzystać tę okazję i przypomnieć o czterech najważniejszych britcomach z dorobku tego niezwykłego aktora, który w moim odczuciu był jednym z najważniejszych twórców działających w świecie brytyjskich seriali komediowych w latach 80. i 90.

Pierwszy britcom z udziałem Atkinsona jest zarazem zdecydowanie najmniej znanym w Polsce - nigdy nie był u nas pokazywany w telewizji, nie ukazał się też na DVD. Nazywał się "Not the Nine O'Clock News", czyli "To nie są wiadomości o dziewiątej". Tytuł był odniesieniem do tego, co można było zobaczyć w gazetowych słupkach z programem telewizyjnym - gdy BBC1 nadawało swój flagowy serwis, "Wiadomości o dziewiątej", raz w tygodniu na BBC2 leciał ten właśnie program.

Emitowany w latach 1979-82 serial miał formułę sketch show, zaś odcinki zamykano dosłownie na kilkadzesiąt godzin przed emisją, dzięki czemu w programie roiło się od odniesień do aktualnych wydarzeń - co z kolei teraz, po latach, utrudnia nieco zrozumienie niektórych momentów. Atkinson był jednym z czwórki głównych wykonawców, oprócz niego na pierwszym planie grali jeszcze Mel Smith (potem reżyser pierwszego kinowego Jasia Fasoli), Griff Rhys Jones i Pamela Stephenson (dziś praktykująca pani psycholog kliniczna w Kalifornii). Łącznie wyprodukowano 27 odcinków po pół godziny każdy.

Udało mi się znaleźć na You Tubie kilka skeczy z tego serialu, w tym mój ulubiony, będący głosem wsparcia dla krytykowanego przez tradycjonalistów, pythonowskiego "Żywotu Briana". Aby obejrzeć, kliknij tutaj . Co do samego Atkinsona, oto jak parodiuje typowego angielskiego sędziego, a tutaj słynnego dziennikarza Robina Day'a i jego legendarny program "Question Time". A jeśli kogoś zastanawia, kiedy Atkinson zaczął robić w telewizji głupie miny i wydawać dziwne dzwięki, niech zajrzy tutaj . No i wreszcie jego pierwszy słynny monolog, pochodzący z pierwszego odcinka pierwszej serii Not the Nine O'Clock News i bezwstydnie wyśmiewający rządzącą wówczas Partię Konserwatywną. Tutaj.

Niestety nawet na rynku brytyjskim nie ma jak dotąd pełnego wydania serialu na DVD, jedynie dwa półtoragodzinne bloki typu "The best of...". Niezależnie od tego, gdzie, kiedy i w jakiej formie będziecie oglądać, polecam serdecznie. A w kolejnym wpisie coś, co dla mnie jest tematem - rzeką: "Czarna Żmija".

"Pan wzywał, Milordzie?" na DVD

Tytuł oryginalny: You Rang, M'Lord?
Tytuł polski: Pan wzywał, Milordzie?
Autorzy: David Croft & Jimmy Perry
Emisja: 1988-1993
Odcinków: 26
Serii: 4
Stacja: BBC One

Kolejnym serialem Davida Crofta, który ukazał się u nas (przynajmniej częściowo) na DVD jest "Pan wzywał, Milordzie?". Jest to chronologicznie ostatni (1990-93, pilot: 1988) i najlepiej znany w Polsce spośród czterech britcomów duetu Croft - Jimmy Perry. Dużą popularność w naszym kraju, i w konsekwencji decyzję Best Filmu o wydaniu go na DVD, zawdzięcza emisjom w TVP w latach 90. oraz późniejszym w TV Puls. W Wielkiej Brytanii jest to produkcja nieco zapomniana, dość rzadko powtarzana w telewizji, m.in. ze względu na swoją nietypową długość, trudno dopasowującą się do slotów w ramówkach: każdy odcinek trwa aż 50 minut.

Rzecz jest dość mocno zanurzona w historię, bowiem dzieje się pod koniec lat 20. XX wieku w londyńskiej rezydencji Lorda Meldruma, bogatego i wpływowego arystokraty, którego interesy obecnie koncentrują się wokół przemysły gumowego, ale jego rodzina doszła do pierwszych wielkich pieniędzy dzięki handlowi niewolnikami. Oprócz lorda okazałą willę zamieszkują jego brat Teddy, bajecznie bogata, lecz coraz bardziej zdziecinniała teściowa Lady Lavender oraz córki: imprezująca kokietka Poppy i wyzwolona lesbijka Cissy. Na parterze (below stairs, czyli dosłownie "pod schodami", jak zwykło się wówczas mawiać) mieszka z kolei służba: kamerdyner Alfred, lokaj James, kucharka pani Lipton oraz kuchcik Henry. Mieszkańcami domu nie są, choć spędzają w nim większość swojego czasu, pomywaczka Mabel oraz lokalny dzielnicowy, posterunkowy Wilson.

Serial bazuje swój humor na relacjach państwo - służba i w dość prześmiewczy, ale nie pozbawiony realizmu, sposób ukazuje hierarchiczność i sformalizowanie ówczesnej struktury brytyjskiego społeczeństwa. Jak przy wielu produkcjach Crofta, najmocniejszymi stronami są niewątpliwie wielka klimatyczność opowieści i bardzo wyraźnie zarysowane, ciekawe postacie.

W rolach głównych po stronie służby wystąpiła trójka aktorów, którzy zdobyli popularność dzięki poprzedniemu britcomowi tej samej spółki autorskiej, kompletnie w Polsce nieznanemu "Hi-de-Hi": Paul Shane, Su Pollard i Jeffrey Holland. Jako lord i jego brat pojawiają się Donald Hewlett i Michael Knowles, znani brytyjskiej publiczności z napisanego przez Crofta i Perry'ego w latach 70. serialu "It Ain't Half Hot Mum". Z pozostałych ról warto wspomnieć o okazjonalnej, ale w miarę regularnej obecności na ekranie Johna D. Collinsa, czyli jednego z angielskich lotników z "Allo! Allo!", tutaj chłopaka panny Poppy. W serii 2 możemy też zobaczyć Kennetha Connora, znanego szerzej jako monsieur Alphonse, tym razem w roli austriackiego psychiatry.

Dosłownie kilka dni temu Best Film wydał trzecią serię, więc do pełni szczęścia brakuje już tylko czwartej. Dwie pierwsze kosztują obecnie po 37 złotych, a ta najnowsza 41,50 (empik.com). Polecam z czystym sumieniem.